GÓRA

Balsam brązujący Palmers

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o balsamie brązującym którego używam. To firma Palmers. Zużyłam już całe opakowanie więc co nieco mogę o nim napisać.

 

Używałam co całe lato.  Fajnie nawilża skórę dzięki czemu nie musiałam już używać zwykłych balsamów. Ma ciekawy nie samoopalaczowy zapach. Taki słodki kakaowy. Na początku jest dość intensywny, ale z czasem ulatnia się. Mi tam nie przeszkadza, ale z kolei mój mąż nie lubi tego zapachu. Balsam brązujący szybko się wchłania. Może nie tak szybko jak żelowe samoopalacze, ale jak zwykły nietłusty balsam.

 

Aniu razu nie zrobiłam nim smug czy zacieków, fajnie się rozprowadza. Ma praktyczne opakowanie z pompką, tyle że rurka w środku nie dostaje do dna, przez co trochę balsamu trzeba jakoś wytrząsnąć ze środka, bądź wydostać za pomocą tej rurki. Mi tego balsamu ze spodu wystarczyło na jakieś 5 użyć (nie na całe ciało, ale twarz dekolt i ręce).

 

Nie wiem jak jest w nowym opakowaniu, bo takie teraz właśnie kupiłam. Jak zużyję to napiszę.  Nowe opakowanie jest jakby mniejsze, ale ilość balsamu jest nadal taka sama.

 

Cena to od 32 zł w aptekach internetowych czy portalu aukcyjnym, do 46 w aptekach stacjonarnych. Ja kupiłam przez net, bo nawet z przesyłką wyszło mi taniej niż kupowanie go u siebie w aptece.

 

A tak wyglądają opakowania, stare  (mój zużyty balsam) i nowe jeszcze (nie zaczęty)

Czytaj dalej
GÓRA

Samoopalacz w sprayu Kolastyna

Kolejny samoopalacz do zrecenzowania.

Naczytałam się dużo pozytywnych opinii o nim, więc, jako że dużo nie kosztuje kupiłam.

No i co. Trochę się rozczarowałam, ale o tym za chwilę.

Najpierw skład:

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Dihydroxyacetone, Glycerin, Methylpropanediol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cetyl Alcohol, Panthenol, Propylene Glycol, Theobroma Cacao, Parfum, Allantoin, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylliszthiazolinone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, ButhylphenylMethylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamaldehyde, Hydroxycitronellal, Linalool, Coumarin.

Nowoczesny preparat samoopalający do twarzy i ciała dzięki zawartości ekstraktu z kakaowca tropikalnego nadaje skórze piękny, równomierny kolor złotej opalenizny. Specjalnie opracowana formuła doskonale pielęgnuje i nawilża, pozostawiając skórę jedwabiście gładką i elastyczną. Dodatkowo ekstrakt ze świeżych ziaren kakao, dzięki zawartości polifenoli, wzmacnia, odżywia i chroni skórę. Samoopalacz łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nadając skórze piękną i trwałą opaleniznę. Przyjemny zapach i wygodny sposób aplikacji zwiększają komfort stosowania. Efekt opalenizny widoczny po 5 godzinach.
Faktycznie szybko się wchłania, ni pachnie najgorzej, ale co z tego, jak zrobił mi zacieki. A juz daawno żaden samoopalacz mi tak nie zrobił, bo wprawę w ich nakładaniu mam już dużą. Może to wina jego formy, bo jest w sprayu, chociaż i tak starałam się o dokładnie rozsmarować. Widać może nie dotarłam. Przyzwyczajona jestem do mleczka, albo pianki Lirene. Dam mu jeszcze jedną szansę, może jakoś moja skóra nie byłą w formie w danym momencie, a szkoda mi prawie cały kosmetyk wyrzucać. Aha, no gdyby nie te zacieki to kolor byłby ok, trochę delikatniejszy od pianki Lirene, czy mleczka samoopalającego z Rossmanna.

Wielu osobom odpowiada, więc może faktycznie nie jest zły. Dla zainteresowanych dodam, że kupiłam go w drogerii Rossmann. I chyba dzisiaj na tyle. Jutro wypróbuję go ponownie i jak znowu będą zacieki, to z chęcią go oddam.

Czytaj dalej
GÓRA

Samoopalacz Sun ozon – Rossmann

Mleczko samoopalające z Rossmanna, to wg. mnie bardzo fajny kosmetyk.

Skład:

Aqua, Isopropyl palmitate, Glycerin, Dihydroxyacetone, Ethylhexyl stearate, cetearyl alcohol, Methyl Glucose sesquistearate,  phenoxyethanol, dimethicone, panthenol, glyceryl stearate, tocopheryl acetate, parfum, xanthan gum,  citric acid,  methylparaben, ethylparaben, butylparaben, disodium EDTA, propylparaben, aloe barbadensis leaf juice powder

Najpierw miałam starą wersję tego kosmetyku, nie pamiętam jednak czy on również był w wersji dla cery jasnej i ciemnej czy jeden uniwersalny. Ten posiadam w wersji do ciemnej karnacji (choć ja sama mam jasną).

Jedna warstwa tego samoopalacza w zupełności mi wystarcza żeby nie wyglądać jak córka młynarza.

Jest w formie mleczka, które wchłania się średnio szybko, mi jednak to nie przeszkadza. Początkowo zapach ma delikatny, jednak potem pojawia się typowy samoopalaczowy. Po prysznicu znika.

Nie robi zacieków, przynajmniej u mnie to się nie zdarzyło. Jest wydajny.

Info z opakowania:

Intensywnie nawilża, zapewnia naturalnie wyglądającą, równomierną opaleniznę. Cenne składniki pielęgnują i nawilżają skórę. Łagodność dla skóry potwierdzona dermatologicznie. Nadaje się do stosowania na całe ciało. Opalenizna pojawia się po 2 – 3 godzinach od nałożenia. Produkt nie posiada filtrów chroniących przed promieniowaniem słonecznym. Nie chroni przed oparzeniami słonecznymi.
W wersji do jasnej i do ciemnej karnacji.

Może nawilża, ale to efekt raczej delikatny, na pewno nie wysusza skóry, to trzeba mu przyznać. Mam jednak wrażenie, że użyty do twarzy zapycha. Więc staram go używać tylko do ciała, a do twarzy innego.Opalenizna po jego użyciu jest naturalna, choć jak to z samoopalaczami bywa, trzeba uważać na łokciach i kolanach, czy nawet dłoniach. Warto je wcześniej nakremować, aby uniknąć zbyt mocnej, nierównej opalenizny w tych miejscach.

Zaletą jest cena: ok 10 zł.

Czytaj dalej
GÓRA

Mleczko samoopalające Rossmann

A więc skuszona opiniami w Internecie postanowiłam wypróbować samooplacz z Rossmana. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że wypróbuję coś koloryzującego do skóry, co kosztuje mniej niż 20 zł to bym padła ze śmiechu. Gdziesz tak ryzykować. Zawsze kupowałam te droższe ” lepsze” samoopalacze. a tu ZONK, stwierdziłam, że jak będzie badziewny to nie bedzie mi szkoda kasy.  No i wysłałam męża do Rossmanna 🙂 i kupił za całe 10,99 zł . Najpierw postanowiłam posmarorować nim kawałem brzucha, aby sprawdzic czy uczulenia nie bede miała. Na szczescie nie było. Za to pojawił się całkiem przyzwoity kolorek. No i wysmarowałam potem twarz dekolt i ręce. No i brzuch, zeby wyrównać kolor. Konsystencja mleczka takiego rzadkiego bardziej. Łatwo się rozsmarowuje, wchłania tak jak wiekszość balsamów. trzeba troszkę w bieliznie ciemnej pochodzić. Zapach, no taki samoopalaczowy, ale po tym cudów sie nie spodziewałam, skoro drogie firmy kosmetycznie nie mogą pozbyc sie tego zapachu, to co mówic taki Rossmann. Po kilku godzinach pojawił sie fajny kolorek, całkiem naturalny. Miałam nałozyc drugą warstwę, ale stwierdziłam, ze taki odcien mi wystarczy. No i zobaczymy jak dlugo sie utrzyma na skórze. Ale póki co uważam ze warto było wydać 10,99 zł 😀

Czytaj dalej
GÓRA

Samoopalacze

Nie mam dzisiaj jakoś inwencji na pisanie. Ale o czymś by się przydało napisać. W końcu to blog o kosmetykach i urodzie. Hmm więc o czym napiszę…. już wiem o samoopalaczach. Właśnie przymierzam się do kupna następnego. Następnego bo miałam już ich niezliczone ilości. Co mnie  w każdym wkurzało? Pewnie ci co stosują to będą wiedzieli. Tak tak oczywiscie ich zapach, a raczej smród! Dlaczego no dlaczego one tak śmierdzą. Oczywiści są takie bardziej śmierdzące no i mniej. Z tych bardziej śmierdzących to miałam kiedyś z Avonu, ale to było kilka lat temu, no i może coś w tej kwestii zmienili. Ogólnie ten samoopalacz ył beznadziejny, robił straszne zacieki. a jak się nim posmarowałam i dopadł mnie deszcz, to matko jedyna, zacieki straszne, po nogach płynęła brązowa woda. O brudnych ubraniach nie wspomnę. Nie tylko ten z Avonu był taki. Miałam też inne beznadzieje, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć firm. Kiedyś kupiłam też taki w piance, bo forma aplikacji mnie zaintrygowała. No nie był najgorszy. smród do zniesienia, kolor też w miarę ok. Taki w sprayu też miałam. ale teraz ostatnio kupuję zwykłe w kremie czy tam balsamie. Ogólnie ostatnio jestem wierna samoopalaczowi Debroah. Drogie gówno, bo ok 80 zł, ale cóż. Kolorek ma świetny, delikatny, bardo szybko się wchłania. Zapach, no taki sobie, mógłby być lepszy. Ale cóż widać nie można mieć wszystkiego.

Czytaj dalej