Hehe, taki dziwny tytuł przyszedł mi na myśl. Dzisiaj postanowiłam  sobie zrobić maseczkę na twarz. Kupiłam sobie w drogerii peeling i po peeligu chciałam jakoś nawilżyć skórę. Miałam taką maseczkę sklepową pod ręką, to chyba La Roche Posay była, nawilżająca czy jakoś tak. Od razu stan mojej skóry sie poprawił. Wiem, że to może tylko doraźnie, ale zawsze coś. Kiedyś jak miałam więcej czasu, to sama robiłam sobie maseczki.  Na przykład z lnu, to znaczy z siemienia lnianego, zalać go gorącą wodą, odczekać troche, aż ostygnie i nałożyć papkę na twarz. Fajna jest też maseczka z ogórka, takiego zielonego, świeżego, nie kiszonego oczywiscie :) taka maseczka odświeża i rozjaśnia cerę. Podobnie działa maseczka z natki pietruszki. Jaką jeszcze robiłam…. hmmm…. z pokrzywy zdaje sie, ale na co ona pomagała to nie pamiętam, bo to dawno było. Z białka jajka zmieszanego z sokiem z cytryny oczyszcza twarz, ściąga pory. Takich maseczek można bardzo wiele robić. Wszystko zależy od tego czego potrzebuje nasza skóra.

tags,

Leave a Reply









Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.

*