Nigdy nie kwapiłam się zeby używać produktow antycellulitowych. Ostatnio jednak stan mojej skory nieco mnie rozczarował więc postanowiłam coś z tym zrobić. Zaczełam od taniego preparatu jakim jest Ziaja Rebuild. Jest tanie kosztuje ok 12 zl. Jednak pojemność mocno rozczarowuje raptem 150 ml balsamu do ciała? No śmiech na sali. przecież przy codziennym stosowaniu w tydzień go wykończę. Może są większe opakowania, ale jakoś nie rzuciły mi się w oczy.

Ale do rzeczy Jak narazie używałam go tylko kilka razy, więc o efektach niewiele mogę powiedzieć.

Wg producenta serum poprawia drenaż wody w głębszych warstwach skóry. Wyraźnie zmniejsza retencję wody.  Redukuje grubość tkanki tłuszczowej. Wyraźnie zmniejsza cellulit i modeluje kształt sylwetki.

Zawiera połączenie kwaitowo-orientalnej kompozycji kumquatu, kwiatów Davana, drzewa Massoina i cynamonu z dzikością anyżu.

Na szczęście mocno anyżowo nie pachnie, bo nie lubię tego zapachu. Nie rozgrzewa, nie chłodzi. Ładnie się wchłania. Po kilkukrotnym użyciu nie zrobił nic, no ale cudow nie oczekiwałam. Zużyję go do końca, może kupię następne opakowanie i napiszę coś więcej na jego temat.

W promocji kupiłam błyszczyk w Sephorze. Chociaż nie lubię błyszczyków w tej formie, to jednak cena była zachęcająca. Promocja z 39 zł na 9 zł. Więc całkiem tanio. Ceny regularnej w życiu bym za niego nie zapłaciła.

Jak to większość błyszczyków tego typu trochę sie klei, jest półtransparentny, daje delikatny odcień, ma maleńkie drobinki.

Zdjęcie na którym trzymam go w dłoni dokładnie oddaje jego kolor w rzeczywistości.

Jak wczoraj obiecałam dzisiaj zdjęcia nowych kosmetyków. Zacznę od lakierów do paznokci, bo przecież żaden blog o kosmetykach nie może się obejść bez lakierów :)

Pierwszy z nich to nr 152. Ładny brzoskwiniowy kolorek. Prónowałam pomalować nim paznokcie, ale cierpliwości nie miałam, bo dziwnie się rozprowadzał, więc go zmyłam i pomalowałam drugim. temu dam jeszcze szansę za kilka dni.

Drugi to taki nudziak, numer 12 Caffee Macchiato. jak widać na zdjęciu ma fajny delikatny odcień, jest całkowicie kryjący. Bazą pod lakier był Revlon Quick Dry Base Coat.

Dzisiaj recenzja, zapraszam wieczorem :)

No więc nastał wieczór i czas na recenzję.

Najpierw kilka informacji od producenta. Łagodny tonik ochronny odświeża, oczyszcza i tonizuje skórę. Pozostawia na skórze kojący film. Polecany jest do skóry ze skłonnością do przesuszania. Jest to tonik  hipoalergiczny, nie powodujący powstawania zaskórników.

Skład:

  • Woda termalna Avène 98%
  • Nie zawiera alkoholu.
  • Krzemiany
  • Formuła oil-free

Wg mnie to bardzo dobry tonik. Mimo iż posiadałam tylko mini wersję 50 ml. wystarczył mi na dość długo.

W buteleczce jest dwuwarstwowy, należy nim wstrząsnąć przed użyciem. Naprawdę łagodzi podrażnienia, przynosi odczuwalną ulgę suchej skórze.  Przynajmniej mojej. Przyjemnie delikatnie pachnie. Skóra jest gładsza w dotyku, milsza, czy zostawia jakiś film na skórze? Hmm, no u mnie czuć było tylko wyraźne wygładzenie, może coś tam zostawia, ale na pewno nic co mogłoby przeszkadzać. Nie lepi się, nie błyszczy jakoś specjalnie. Wg dobry produkt.

Jak większość produktów Avene jest dość drogi. Wersja 200 ml. kosztuje ok 65 zł.

tags,

Kupiłam niedawno (kosmetyk niezbędny;)) spray z filtrem. Muszę się solidnie filtrować przed wyjściem na słońce, a smarowanie się lepkimi kremami i mleczkami jest trochę uciążliwe. W drogerii wpadł mi w ręce ten produkt. Miałam iść do apteki po coś fotostabilnego, ale najwyzej będę częściej powtarzała aplikację.

Zainteresował  mnie ten produkt, bo jest w sprayu. Czyli już coś lżejszego niż krem. Rzeczywiście nie jest bardzo tłusty, coś tam na skórze zostaje, no ale cudów nie oczekiwałam.  Szybko się wchłonął. Nie lepił się, był faktycznie przezroczysty.

Wyszłam na słońce, ale zaznaczam że i tak siedziałam w wielkim kapeluszu i gdzie się dało to szukałam cienia. No i nie opaliłam się, nie zaczerwieniłam, co znaczy, że działa. Nie wiem jak przy dłuższym przebywaniu na słońcu by było, na pewno trzeba reaplikować go.

Narazie znalazłam tylko jeden mankament. To trochę uciążliwy. ZAPACH. Dla mnie pachnie intensywnie jak męskie perfumy. Wiem, ze to może kwestia odbioru, wyczulenia na zapachy, no ale ten produkt pachnie naprawdę intensywnie.  Niestety nie wywietrzał na dworze.

Jeszcze informacje z etykiety ” Przezroczysty spray spf 30 o wyjątkowej w 100% przezroczystej i nietłustej formule zapewnia natychmiastową i skuteczną ochronę przed poparzeniem słonecznym. Szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości na skórze. Wodoodporny. ”

Widziałam jeszcze wersję SPF 20

Cena ok 30 zł.

Najpierw trochę informacji od producenta. Jest to olejek, który przyśpiesza wysychanie lakieru i  go utrwala. Zapewnia paznokciom intensywny połysk. Zawiera olejki z arktycznych jagód, witaminę C i E oraz panthenol.

No a teraz moje spostrzeżenia. Hmm, Faktycznie jest to postać olejku, rzadkiego, taki jak czasem są z zakraplaczem, to ten z pędzelkiem jest.  Po pomalowaniu paznokci nakładam jego niewielką ilość. Początkowo nie wiedziałam ile tego trzeba nakładać, posmarowałam paznokcie i nic nie było widać, czy pokryły się całe czy nie, ale jedno pociągnięcie pędzelkiem wystarcza. Na sam pędzelek nabiera się go dużo za dużo i trzeba trochę zmniejszyć ilość wycierając pędzelek o krawędź buteleczki. Inaczej spływa z paznokci po palcach i są całe tłuste. No i czekam czekam, z pewnością trochę przyspiesza wysychanie, ale ma swoje wady, które niestety go dyskwalifikują.

Gdy paznokcie wyschną stają się mniej błyszczące i często pod niego jakimś cudem dostają się pęcherzyki powietrza i nie wygląda to estetycznie.  Pojęcia nie mam czemu tak się dzieje, czy to wina złej aplikacji, ale próbowałam nakładać go więcej, mniej i zawsze to samo. Zaraz po posmarowaniu paznokcie błyszczą nieziemsko, ale gdy wyschną stają się naprawdę mniej błyszczące niż  były bez olejku.  Tak więc na nic się nie zda szybsze wysychanie lakieru gdy efekt końcowy jest taki beznadziejny. Dodam, ze testowałam go również na lakierach Revlonu ( baza Revlon, dwie warstwy lakieru Revlon i ten olejek) i lipa. Postaram się zrobić zdjęcie jak to wygląda, żebyście mogli sami ocenić. Ale to jutro już.

Cena olejku ok 20 zł.

Dzisiaj przyszła kolej na recenzję tego balsamu. Z tej serii miałam już emulsję do mycia twarzy ( jej poświecę osobny wpis).

Moja skóra zimą niesamowicie się przesusza. Nie pomagają jej zwykłe kremy, nawet takie, które latem w zupełności mi wystarczają. Zimą moja skóra jest bardziej wymagająca.  Zaczęłam szukać w Internecie informacji o dobrym nawilżaczu, który nie będzie komodogenny, czyli potocznie mówiąc,  nie będzie mi zapychał skóry.  Znalazłam sporo pozytywnych opinii o tym właśnie produkcie. Trochę się wahałam z zakupem. Zaniepokoiło mnie to, ze ten balsam jest zarówno do twarzy jak i do ciała. Jakoś tak mi się kojarzy, ze jak coś jest przeznaczone do ciała, to do twarzy będzie za ciężkie,  zapychające. No ale moja skóra wołała o pomoc więc  zamówiłam.

Balsam jest prawie bez zapachu, to zaleta moim zdaniem. Konsystencję ma taką, trochę jak balsam, trochę jak mleczko, nie za gęsty, ale rzadki też nie jest. W sam raz. Myślałam, że będzie to coś  „treściwszego”. No ale do rzeczy.

Jak zwykle po peelingu, odczekałam trochę, aż moja skóra dobrze wyschnie i na noc wklepałam w twarz ten balsam. Dosyć dużo go nałożyłam, bo skóra naprawdę „chciała pić”. Szybko się wchłonął, co było zaskoczeniem, miłym przyznaję. No i naprawdę rano moja twarz wyglądała o niebo lepiej, nie było już suchych skórek, placków, no poprawa zdecydowana. Obawiałam się jeszcze o to zapychanie, bo po jednym razie to mało można jeszcze powiedzieć, ale teraz po jakichś dwóch tygodniach częstego używania stwierdzam, że nie zapycha .

Uff, jak dobrze. W końcu niesamowity nawilżacz, którego mogę bez obaw używać. Do ciała go nie używałam, bo nie miałam takiej potrzeby, zresztą pojemność nie jest za duża (250 ml) i zwyczajnie mi go szkoda było na ciało. Ale gdybym miała przesuszoną skórę to bym go też używała na ciało.

Aa zapomniałabym- dłonie moje też uratował, które od ciągłego zmywania strasznie popękały i piekły niesamowicie. teraz cud miód, ale zmywam już w rękawiczkach, żeby nie dopuścić znowu do takiego stanu.

Podam jeszcze co mówi producent, może komuś się przyda a nie tylko moje wywody :)

„Wskazania i działanie

- Preparat jest przeznaczony do skóry twarzy i całego ciała.
- Cetaphil MD to preparat przebadany dermatologicznie i polecany przez dermatologów.
- Ułatwia wchłanianie leków miejscowych, głęboko nawilża, jest bardzo dobrze tolerowany.
- Przyśpiesza leczenie ułatwiając wchłanianie leków stosowanych w następujących chorobach: atopowe zapalenie skóry, łuszczyca, rogowacenie przymieszkowe, wyprysk, sucha, wrażliwa skóra.
- Głęboko nawilża skórę i chroni jej naturalny płaszcz lipidowy.
- Stosowany systematycznie zapobiega powstawaniu nowych podrażnień.

Dawkowanie
Nanieść cienką warstwę preparatu Cetaphil raz dziennie na skórę. W razie potrzeby można stosować częściej. Cetaphil MD szybko się wchłania pozostawiając przyjemne uczucie gładkiej skóry.”

Cena ok 30 zł. Do kupienia  w aptekach.

Zapach, który miał premierę w 2010 r. Dopiero teraz miałam okazję go poznać. Zapach z tych kwiatowych, bezpieczny, podobający się większości, nie nachalny.  Wyczuwalna nuta jaśminu. W nutach zapachowych oprócz jaśminu ma jeszcze zapach kwiatu afrykańskiej pomarańczy, ylang-ylang, mandarynki, pomarańczy, czerwone jabłko, piżmo i akcenty drzewne.

Spodobał mi się, choć za typowi kwiatowymi zapachami nie przepadam.

tags

Szukałam w sklepie jakiegoś kremu z filtrem. Do twarzy owszem wybór takich kremów jest duży, ale do rąk to juz zupełnie inna bajka. Nie zależało mi na marce w ogóle. Trafiłam na Bielendę, stała na najniższej półce gdzieś ukryta. Doczytałam się, ze ma SPF 10. Powąchałam na wszelki wypadek, zeby nie śmierdział ten krem przypadkiem i kupiłam.

A teraz zrecenzuję. Bardzo przyjemny kosmetyk. Ma dość mocny zapach, taki perfumowy trochę. Gęsty, ale bez przesady, ładnie się rozprowadza i wchłania. Długo pachnie na dłoniach. Natychmiast je wygładza. Mi zależało na filtrach i są a przy okazji całkiem fajny kremik. Polecam.

Co do obietnic producenta, który obiecuje, ze krem redukuje zaczerwienienia, odmładza- no tego nie zauważyłam, ale widoczne wygładzenie skóry po użyciu  jest, to przyznaję.

Pojemność 100 ml.

Cena ok 9 zł.

real foto- widoczne zużycie kremu po kilku użyciach

tags,

Przy dzisiejszej kąpieli przypomniałam sobie ze nie zrecenzowałam kostki peelingujacej Lush’a.

Aqua Mirabilis jest przyjemnym kosmetykiem w formie kostki, która niestety zużywa się dość szybko.

Przyjemnie pachnie, teraz tak uważam, bo jak ja dostałam, to była przesiąknięta trochę innymi lushowymi kosmetykami, ale teraz „wywietrzała” i ma już swój zapach, taki jak być powinien. Jak go opisać? hmm, jakis taki słodki, ciut orzechowy, troche migdałowy, taki całkiem do zjedzenia :)

Co do właściwosci peelingujacych to spodziewałam się troche mocniejszego efektu, jestem przyzwyczajona bo peelingu z kawy i nic nie jest w stanie pobić jego właściwości ściernych. Ten peeling jest raczej łagodny w porównaniu z kawowym domowej roboty. Ale to może i dobrze, niech czasem moja skóra odpocznie od kawy i cieszy się łagodnością Aqua Mirabilis.

Przepołowiłam moją kosteczkę, połówka leży jeszcze nie ruszona a drugą pociachałam jeszcze na mniejsze kawałki. I to był mój błąd. Takie małe kosteczki wyślizgują się z rąk, uciekają, wypadają, źle mi się nimi pociera ciało. No ale skoro już tak zrobiłam, to jakoś zużyję te małe kosteczki. Dobrze, ze została mi nie ruszona połówka. Następnym razem tego błędu nie popełnię i choć może szybciej się peeling zużyje, to jednak będę miała więcej przyjemności z używania jego.

tags,