Ojojoj! Te słowa w pełni oddają odczucia po posmarowaniu ust tym błyszczykiem. No klei się niemiłosiernie. Kolorki są ładne, transparentne, zapach też oki, owocowy, ciekawy, słodziutki, ale ta kleistość zabija wszystkie zalety. Idąc ulicą wszystkie latające pyłki przyklejaly mi się do ust. Nie fajne to uczucie było niestety. No i nie kupię tego blyszczyka wiecej. Lubię Inglota (kosmetyki, bo właściciela pana Inglota nie znam :) )  ale te błyszczyki im się nie udały.

Dla mnie to takie połączenie szminki i błyszczyka. Miałam kolor 206, delikatny róż. Kupiłam go na swój ślub. Nie chciałam błyszczyka, bo nietrwałe są, ani szminki, bo za mały połysk, a ten produkt wydał  mi się takim kompromisem wlaśnie. No i nie rozczarowałam się.  Od czego tu zacząć. No więc – przyjemna konsystencja,gęsty, kremowy,  dość długo sie utrzymuje na ustach , o ile się go (piszę go-jako błyszczyk) nie zje, ale raczej się nie zje, bo owocowy smak to raczej nie jest :) .

Zapach może być, no taki kosmetyczny jakiś. Nie wyróżniający się zbytnio.  Ciekawy oraz  wygodny aplikator. Minusem i to sporym moim zdaniem jest opakowanie. Nie chodzi mi o jego wygląd, ale o kształt. Jest niepraktyczne, bo nie da się do końca wykorzystać produktu. Ma zdecydowanie za krótki aplikator. No i właśnie  kształt opakowania nie pozwala dokładnie do końca wybrać błyszczyka. Ale poza tym to wszystko ok. W moim akurat nie było żadnych błyszczących drobinek, bo ich nie lubię, to coś właśnie jak płynna szminka, byłam bardzo zadowolona. Nie kupiłam ponownie, czemu? nie wiem :)

Przypomniałam sobie o tym pudrze jakos tak przypadkiem już dawno mi się skończył i pamięć o nim zaginęła. Aż tu nagle gdzieś w necie rzucił mi się w oczy. Muszę napisać, że jest to b ardzo dobry puder brązujący. Ma śliczny kolor, ładnie brązuje,  podkreśla cerę, nawet moją bladą cerę ożywia, drobinki ją rozświetlają. Te drobinki nie są jakieś takie nachalne bardzo duże, rzucające się w oczy tylko delikatne raczej. Puder jest bardzo wydajny, no bo przecież nie używa sie go jakoś specjalnie dużo na twarz. Nie polecam używać dołączonego do pudru puszka, bo mimo, że  jest mięciutki, to trudno się go używa. Poleciłabym raczej zakup dużego pędzla. A jeśli chce się używać tego pudru tak jak różu, to można to robić pędzlem do różu właśnie.

Podsumowując- bardzo fajny produkt za w miarę przystępną cenę. Kosztował coś ponad 50 zł, ale miałam go całe lato, więc myślę, że warto.  Dobrze, że sobie o nim przypomniałam, poczekam na przypływ gotówki i kupię go znowu.

Kiedyś czerwone paznokcie kojarzyły mi się wyłącznie z balami, przyjęciami, eleganckimi sukniami. Z biegiem czasu to się jakoś zmieniło. Może i ja się postarzałam trochę. Postanowiłam tak w zwykły dzień pomalować paznokcie na czerwony kolor. No może nie taki zwykły dzień, bo weekend majowy, ale nie był to aby bal, ani przyjęcie, więc można przyjąć, że dzień należał do najzwyklejszych.  No i pomalowałam. Fakt, że nerwów zjadłam przy tym niesamowicie dużo, bo raz pomalowałam, nie wysechł lakier dobrze a ja niecierpliwa dotknęłam gdzieś paznokciem i musiałam zmywać i od nowa malować, później jakoś źle pomalowałam i tak się męczyłam kilka razy, aż w miarę ładnie wyszło.  Dziwnie trochę się czułam z takimi pazurami, ale szybko się oswoiłam. Problem miałam tylko w co się ubrać? żeby kolorystycznie się nie gryzło. Ostatecznie olałam sprawę i założyłam cokolwiek i całkiem dobrze się czułam. Paznokcie wszystkim się podobały. Ja mimo zwykłego stroju, zwykłego dnia dzięki czerwonym paznokciom czułam się jakoś tak wyjątkowo :)